<title_newspaper="Trybuna Robotnicza"> 
<title_article="Dzieci, le si bawicie..."> 
<author_1=M.P.> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="01"> 
<date=1954-01-06> 
<period=d> 
<status=1_obieg> 
<support=paper> 
Dlaczego ta caa historia miaa tak smutny epilog? Po prostu trudno uwierzy, eby ci, z pozoru tak spokojni i sympatyczni chopcy, mogli si a tak zachowa A jednak wszystkie fakty wiadcz przeciwko nim: Dzikusy! Elza K. jedna z uczestniczek tej pamitnej zabawy, mwi:  Pocztkowo wszystko tak mio si zapowiadao. By nastrj i ochota do zabawy. My, dziewczta, bardzomy si ucieszyy, jak weszli gromad na sal ci chopcy z hotelu robotniczego. Tacy wszyscy przystojni, wysocy... a wiadomo, e dobrych tancerzy nigdy nie ma na zabawie za duo... Ale  jak si okazao  na prno biegy ku chopcom zachcajce spojrzenia i umiechy dziewczce. Gocie nie kwapili si bynajmniej do taca, mimo e wok nich fruway roztaczone pary w ognistym oberku, w posuwistym rytmie walca, wabiy do taca tony smtnego tanga. Przybysze uporczywie podpierali ciany  milczcy, nieruchawi, obojtni. A pniej...  Pniej byli w bufecie. Zgadza si  potwierdza kierownik bufetu  ale wdki im nie sprzedaem, bo nie byo. Zabawa bya bezalkoholowa.  Owszem, zamwili gorce dania, pniej znowu jakie zakski, kupili butelk wina... Wcale nie liczyli si z groszem, a si dziwiem, e tacy modzi chopcy i tyle maj pienidzy. Ale wdk mieli z sob, nie wiem ile tego byo. No to pili, co im mogem broni, tyle, e zwrciem uwag. Humor im si od razu poprawi, a wtedy...  Ja waciwie nie wiem, jak to si wszystko stao  opowiada jedna z ofiar zabawy, Herbert W.  wiem e ci z hotelu robotniczego zaczepiali taczce kobiety, pniej nagle wiato zgaso i poczuem e kto mnie kropn czym cikim w gow. Oprzytomniaem na Pogotowiu...
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
